Wiadomości

Duże psy w kabinie samolotu: rok po głośnej wiadomości, która wciąż nie stała się rzeczywistością

Dokładnie rok temu we Włoszech pojawiła się wiadomość, która dała nadzieję wielu właścicielom dużych psów: ENAC zatwierdził przepisy pozwalające liniom lotniczym opracowywać procedury przewozu zwierząt domowych w kabinie nawet powyżej standardowego limitu 8–10 kg.
Później odbył się również pokazowy lot ITA Airways. Duże psy leciały w kabinie razem ze swoimi właścicielami. Wiadomość szybko obiegła media. Wielu osobom pojawiła się nadzieja, że w końcu będzie można zabrać swojego pupila do kabiny, zamiast oddawać go do luku bagażowego.
Ale minął rok.
I co zmieniło się dla większości właścicieli zwierząt?
W zasadzie — nic.
Problem polega na tym, że ENAC pozwolił liniom lotniczym wprowadzić taką możliwość, ale nie zobowiązał ich do zmiany zasad. Innymi słowy, drzwi formalnie otwarto, ale jak dotąd nikt nie zdecydował się przez nie przejść.
W rezultacie dla większości właścicieli zwierząt sytuacja się nie zmieniła. Duże psy nadal nie mogą lecieć w kabinie obok właściciela. Osoby, które boją się oddać swojego pupila do luku bagażowego, są zmuszone szukać alternatywnych tras albo całkowicie rezygnować z podróży.
Ale problem nie dotyczy wyłącznie dużych psów. Warunki przewozu małych zwierząt w kabinie również nie wyglądają najlepiej.
Zgodnie z zaleceniami IATA i zasadami wielu linii lotniczych zwierzę musi znajdować się w transporterze i mieć możliwość wygodnie leżeć, obrócić się oraz przebywać w nim przez całą podróż. Konkretne wymiary transportera ustala przy tym sama linia lotnicza.
I właśnie tutaj zaczyna się dziwna sprzeczność.
W praktyce dopuszczalne wymiary transporterów w kabinie często są tak małe, że wymóg komfortowego umieszczenia zwierzęcia wygląda dość dyskusyjnie.
Na przykład maksymalna wysokość transportera w wielu liniach lotniczych wynosi około 20–25 cm.
A teraz weźmy nawet najmniejszą rasę psów — chihuahua. Taki pies może mieć około 15–23 cm wysokości w kłębie, a razem z głową — około 23–30 cm.
Powstaje paradoks:
pod względem wagi pies się mieści, ale pod względem wysokości transportera i wymogu swobodnego przebywania w środku — już nie zawsze.
I mówimy tutaj na przykładzie chihuahua. Co więc powiedzieć o innych małych i średnich rasach?
W efekcie odprawa na lot ze zwierzęciem często zamienia się w ogromny stres.
Przepuszczą czy nie przepuszczą?
Zmierzą transporter czy nie?
Czy pracownik linii lotniczej będzie nastawiony rygorystycznie, czy przymknie oko?
Sprawdzą dokładnie czy przepuszczą bez dodatkowych pytań?
Powstaje bardzo dziwna sytuacja.
Coraz częściej mówimy o dobrostanie zwierząt, odpowiedzialnym podejściu i o tym, że zwierzęta domowe od dawna są częścią rodziny. A jednocześnie duże psy nadal są zmuszone lecieć oddzielnie od właściciela, a małe zwierzęta często trzeba umieszczać w bardzo ograniczonej przestrzeni tylko po to, aby spełnić wymagania linii lotniczej.
Tak, bezpieczeństwo lotu jest ważne.
Tak, samolot ma ograniczenia techniczne.
Tak, linie lotnicze muszą brać pod uwagę komfort innych pasażerów.
Ale czy przez tyle lat naprawdę nie dało się opracować bardziej zrozumiałych, komfortowych i humanitarnych zasad dla zwierząt i ich właścicieli?
Przy okazji, w niektórych liniach lotniczych istnieją już rozwiązania, w których przy wykupieniu sąsiedniego miejsca zwierzę może lecieć obok właściciela w twardym transporterze z podwyższonym limitem wagi.
I dobrze byłoby wprowadzić takie rozwiązanie w większej liczbie linii lotniczych: z jasnymi zasadami, bezpiecznym mocowaniem, ograniczoną liczbą zwierząt na pokładzie, wydzielonymi miejscami przy oknie i przejrzystą procedurą rezerwacji.
Bo dziś właściciele zwierząt często mierzą się nie tylko z ograniczeniami, ale także z niepewnością.
A niepewność zawsze oznacza stres. Zarówno dla człowieka, jak i dla zwierzęcia.
Co sądzicie na ten temat? Czy warto byłoby dopuścić więcej miejsc pet-friendly w kabinie przy rygorystycznych, ale bardziej humanitarnych zasadach?
2026-05-13 08:00 Transport