Wiadomości
Uratowane psy podczas interwencji w zarejestrowanej hodowli w Polsce.

Skandal w polskiej kynologii: dziesiątki psów uratowanych z zarejestrowanej hodowli ZKwP, 16 zwierząt zginęło.

W Polsce doszło do tragicznego i jednocześnie skandalicznego zdarzenia. W centrum uwagi znalazła się legalnie działająca hodowla Nescaland Kennel, której hodowczynią jest Katarzyna Przybylska. Hodowla była zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce / FCI (ZKwP/FCI).

W województwie łódzkim, w miejscowości Wola Szydłowiecka, podczas pilnej kontroli ujawniono dziesiątki psów przetrzymywanych w bardzo trudnych warunkach. Wśród nich znajdowały się bernardyny, pudle, corgi oraz owczarki australijskie. W pobliżu budynku odnaleziono ciała 16 martwych zwierząt. Ponad pięćdziesiąt psów udało się uratować. Wszystkie przebywały w zamkniętej przestrzeni, w warunkach skrajnie niehigienicznych, bez zapewnienia minimalnych standardów utrzymania — były wychudzone i głodne.
Podczas pilnej kontroli w polskiej hodowli odkryto dziesiątki psów przetrzymywanych w ciężkich warunkach
Zdjęcie: Facebook / Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ)**
W akcję ratunkową, dokumentowanie warunków przetrzymywania zwierząt oraz dalsze prowadzenie sprawy zaangażowały się organizacje prozwierzęce — Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ) oraz Fundacja Judyta, działające wspólnie ze służbami weterynaryjnymi i policją. Obecnie trwa leczenie uratowanych psów oraz gromadzenie materiału dowodowego dla organów ścigania.

Obrońcy praw zwierząt przeprowadzili własne, niezależne postępowanie wyjaśniające. Wraz z ujawnianiem kolejnych faktów coraz częściej pojawia się pytanie: jak tego typu sytuacja mogła trwać latami w oficjalnej strukturze kynologicznej, która była zobowiązana do sprawowania nadzoru — i kto zdecydował się tego nie dostrzegać. Zgodnie z dokumentacją obiekt funkcjonował legalnie i należał do oficjalnego systemu kynologicznego. Nie była to hodowla nielegalna, lecz zarejestrowany podmiot, który formalnie nie wzbudzał zastrzeżeń organów kontrolnych.
W toku postępowania ustalono, że psy przebywające w tym miejscu należały do więcej niż jednego właściciela. Część zwierząt została świadomie przywieziona przez innych hodowców i pozostawiona na terenie posesji. Według właścicielki pudli odnalezionych na miejscu, jej psy miały przebywać tam „na przechowaniu” lub „w hotelu”. Organizacje prozwierzęce podkreślają jednak, że żaden hotel w tym miejscu nie istniał, a warunki utrzymania były niehigieniczne i całkowicie nieodpowiednie dla zwierząt.

Wszystkie psy były zarejestrowane w ZKwP, co umożliwiło szybkie ustalenie ich właścicieli. Jak się okazało, wśród nich znajdowały się osoby zajmujące wysokie stanowiska w polskim środowisku kynologicznym.

Przedstawiciele organizacji ochrony zwierząt informują, że sprawa weszła w etap postępowania prawnego. Interesy w tej sprawie reprezentuje adwokat Katarzyna Topczewska.

Obrońcy zwierząt oświadczyli:
„To, co się wydarzyło, nie może zostać zamiecione pod dywan”.
Podkreślono również, że trwa leczenie uratowanych psów oraz intensywne gromadzenie dowodów:
„Jesteśmy gotowi ponieść wszelkie koszty, aby materiał dowodowy był na tyle kompletny, by osoby odpowiedzialne poniosły konsekwencje i nigdy więcej nie zajmowały stanowisk kierowniczych ani reprezentacyjnych”.
Na obecnym etapie sprawa nie dotyczy wyłącznie warunków przetrzymywania psów w jednym miejscu. Odpowiedzialność mogą ponieść wszystkie osoby zaangażowane w ten proceder: ci, którzy przetrzymywali zwierzęta w takich warunkach, ci, którzy świadomie przywozili tam swoje psy, wiedzieli o ich stanie i tym samym narażali je na niebezpieczeństwo.

Z dostępnych informacji wynika, że prokuratura oraz służby weterynaryjne ustalają krąg osób, które mogły wiedzieć o zaistniałej sytuacji:
— kto przebywał na terenie posesji;
— kto widział stan zwierząt;
— kto nadal pozostawiał tam swoje psy;
— oraz dlaczego nie zgłoszono sprawy do właściwych instytucji.
Jak na to zareagował ZKwP? W praktyce — wcale. Po apelach wolontariuszy o wyjaśnienia oraz o przejęcie kosztów ratowania i leczenia psów, organizacja zareagowała dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach — wydając formalne oświadczenie o gotowości do pomocy. W rzeczywistości jednak żadna realna pomoc nie została wówczas udzielona.

Dopiero kilka dni później ZKwP poinformował, że Katarzyna Przybylska nie jest już członkiem organizacji, a także o skierowaniu oficjalnych pism do Urzędu Miasta i Gminy Bolimów. W dokumentach tych organizacja pisemnie zadeklarowała konkretne działania pomocowe, w tym:
— przekazanie karmy i suplementów dla psów do miejsca wskazanego przez gminę;
— gotowość zapewnienia najbardziej potrzebującym zwierzętom specjalistycznej opieki weterynaryjnej, w tym w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu, z pełnym pokryciem kosztów przez ZKwP;
— pomoc w znalezieniu domów tymczasowych i stałych dla wszystkich odebranych psów;
— pełną gotowość do współpracy z organami administracji oraz służbami porządkowymi.
W publikacji podkreślono, że wszystkie powyższe zobowiązania zostały złożone na piśmie i przekazane właściwym instytucjom.
Mamy nadzieję, że wszyscy winni poniosą zasłużoną odpowiedzialność.
Uważamy również za ważne przypomnieć: jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.
Nie stawiajmy własnego dobrobytu ponad cudze życie.
Nadal monitorujemy rozwój wydarzeń i będziemy publikować kolejne informacje dotyczące tej sprawy.
Zdarzenia i incydenty